Strona Pomorskiej Fundacji Sportu i Turystyki Osób Niepełnosprawnych Keja

Szukaj

Idź do treści

List otwarty

Z wieloma z Was się znamy, ale wypada mi się przedstawić tym, którzy o mnie nie wiedzą:

Nazywam się Sylwia Magdalena Skuza, mam 38 lat, urodziłam się i mieszkam w Gdańsku. Kocham to miejsce, gdzie historia we łzach i krwi rodziła klejnoty, gdzie szeroko rozumiana tolerancja znajdowała miejsce w zwyczajowych stosunkach międzyludzkich, w rodzinie, społeczeństwie, religii i polityce. Skończyłam hotelarstwo na poziomie szkoły średniej. Ze studiów zrezygnowałam na rzecz rodziny. Od 17 lat jestem mężatką i mam 15-letnią córkę Alicję. Od 8 lat jestem niewidoma.
W 2000 r. zachorowałam na nowotwór szpiku kostnego. Przeszłam transplantację szpiku kostnego od dawcy rodzinnego – mojego jedynego brata Sebastiana, potem koszmarnie ciężkie i długie leczenie. Wyzdrowiałam, ale straciłam wzrok.
Jestem jedną z Was. Jestem niewidoma i jestem szczęśliwa.
Wiem, że dla wielu wydaje się to niemożliwe. A jednak…
Choroba przyniosła mi odkrycie, że ból, cierpienie, niepełnosprawność oraz związane z tym ograniczenia nie zabierają mi prawa do szczęścia. Przeciwnie, dały mi możliwość innego spojrzenia na rzeczywistość. Dostrzegłam coś, czego bez nich bym nie dostrzegła i wcale nie oczy były do tego potrzebne.
Kiedy straciłam wzrok szybko zdałam sobie sprawę, że muszę nauczyć się żyć inaczej, działać inaczej. To trwało oczywiście jakiś czas, nie było proste, bolało nie raz, ale to mnie ukształtowało. Doszłam do tego, że muszę żyć rozsądniej, akceptując nowe ograniczenia. Nie udaję, że ich nie ma – są, ale ja jestem taka sama, wciąż energiczna, uśmiechnięta, dowcipna. Pracuję jak dawniej, więcej spraw załatwiam przy pomocy telefonu czy Internetu, ale wcale nie zwolniłam i nie powiedziałam sobie "dość".
Na morzu nie pamiętam, że nie widzę, że jak każdy, mam masę problemów, że znowu coś nie wyszło. Na morzu czuję się wolna, swobodna, pełnosprawna. Pływam z tymi, których lubię i wciąż zachęcam wszystkich innych, bez względu na rodzaj niepełnosprawności czy jej brak, do wejścia na pokład, do przełamania strachu i obaw, do otwarcia się na świat i na przygodę, do poczucia wiatru we włosach i do zauroczenia się szumem fal. Przyznaję, że jestem pasjonatką, że chce mi się chcieć. Pierwszy raz wyruszyłam w rejs, gdy już straciłam wzrok. przyzwyczajałam się do nowej sytuacji, szukałam dla siebie miejsca, zajęcia, któremu mogłabym się oddać, które sprawiałoby mi radość, pozwoliło wykorzystywać drzemiącą we mnie energię. Poszukiwania nowego, dobrego miejsca zakończyły się dosyć nieoczekiwanie. Wybór padł na morze, na żeglarstwo. Narodził się pomysł, który stał się moim wyzwaniem.
W dniu 6 marca 2009 r., po wielu latach przygotowań i marzeń o tym, powołałam do życia Pomorską Fundację Sportu i Turystyki Osób Niepełnosprawnych "Keja". Opieram wszystkie swoje działania na rzecz ludzi niepełnosprawnych, przede wszystkim mających ograniczenia z powodu dysfunkcji narządu wzroku, na przyjaźni, zrozumieniu, cierpliwości, tolerancji. Na świadomości, że wszyscy jesteśmy ludźmi i jesteśmy sobie potrzebni, na wspólnym działaniu i mądrej pomocy.
Pokazuję, że warto chcieć.
Daję siebie Innym.
Nazwa "Keja" ma związki z morzem, ale też jest owocem mojego toku myślenia. Warto, żebyście go poznali.
Słowo "Keja" patrząc przez pryzmat definicji pojęcia encyklopedycznego: to słowo wywodzące się z istniejącego w XVII wieku określenia, oznaczającego umocniony kamieniem fragment brzegu rzecznego lub linii brzegowej w porcie morskim, czyli mocna, twarda (kamienna) organizacja, która nie boi się zawirowań i uderzających w nią przeciwności. Keja oznacza brzeg, do którego mogły przybijać statki i okręty, mogące dokonywać przeładunku towarów i zaopatrzenia - czyli jest to organizacja, do której mogą dołączyć wszyscy i zmienić swoje życie pomimo/lub swoim doświadczeniem życiowym. "Keja" to również potoczne, żeglarskie oraz motorowodniackie określenie niewielkiego nabrzeża czy pomostu w przystani lub porcie, miejsca do cumowania małych pływających jednostek turystycznych, i sportowych, np. żaglówek. Celem fundacji "Keja" jest gromadzenie wokół siebie jednostek, szczególnych ludzi, którzy chcą coś robić dla siebie i innych. Keja różnić się może od zwykłego pomostu lub nabrzeża infrastrukturą ukierunkowaną na potrzeby turystów oraz innych osób tymczasowo zatrzymujących się w danym porcie. Fundacja "Keja" ma wyróżniać się tym, że ukierunkowana jest na potrzeby aktywnych ludzi, którzy mogą oddać swoją energię i zapał do realizacji działań Fundacji, dać energię przybywającym do Kei, być miejscem przekazywania informacji, załatwiania podstawowych potrzeb rehabilitacyjnych, zaopatrywania w wiedzę, a także tworzenia warunków do rekreacji i wypoczynku. Analizując definicję: Keja jest również dostosowana w większym stopniu niż inne portowe nabrzeża do ruchu osobowego od strony lądu. Nie zawiera natomiast urządzeń przeładunkowych, czy dużych magazynów. Fundacja "Keja" jest nastawiona na potrzeby aktywnych ludzi, wspiera ich, rehabilituje, a nie tylko przerzuca z jednego szkolenia na drugie i nie tworzy wielkich zasobów ludzkich w jednym miejscu. Bardziej skupia się na tym, żeby każdy znalazł swoje miejsce w małym zadaniu, w różnych dziedzinach. Na koniec "Keja" to miejsce spotkania ludzi, którzy chcą przesiąść się ze swojego stabilnego życia na życie pełne wrażeń, ponieść się na falach, stać się odporniejszym na żywioł. Fundacja "Keja" jest i będzie, poprzez swoje działania, pomostem łączącym środowisko osób niepełnosprawnych ze stałym lądem, jakim jest zdrowe społeczeństwo. Poprzez swoje działania staram się pokazywać, że niepełnosprawność nie oznacza zależności i taki wizerunek próbuję budować w społeczeństwie.
Moje nowoczesne rozumienie rehabilitacji społecznej zakłada jak najpełniejszą współpracę pomiędzy instytucjami i grupami zawodowymi, odpowiedzialnymi za wieloetapowy i wielopłaszczyznowy proces rehabilitacji społecznej, która jest pierwszym szczeblem do przywrócenia osoby niepełnosprawnej społeczeństwu. Dopiero po rehabilitacji społecznej, pełnej akceptacji niepełnosprawności, aktywności na przykład przez sport, można myśleć o kolejnych etapach, na przykład o rehabilitacji zawodowej.
Rehabilitacja społeczna powinna być całością starań podejmowanych wobec osoby niepełnosprawnej, wykraczać poza pomoc doraźną, mobilizować i rozwijać istniejący potencjał psychofizyczny, dążyć do odzyskania przez daną osobę dotychczasowego miejsca w społeczeństwie lub uzyskanie nowego.
Moim ideałem jest rehabilitacja społeczna poprzez sport, turystykę, rekreację, warsztaty i szkolenia, poprzez integrację z rozmaitymi grupami społecznymi, poprzez wspólną zabawę, wspólne wyzwania, żeglowanie, przygody, naukę.
Próbuję dążyć do całkowitego włączenia niepełnosprawnego w normalne życie.
To nie jest moja idee fixe. Mam świadomość, że w praktyce to ambitne założenie udaje się zrealizować niezmiernie rzadko, jednak należy wszelkimi siłami dążyć do zbliżania się do tego celu.
Integracja człowieka niepełnosprawnego nie może oznaczać, że musi on najpierw osiągnąć pewien stopień sprawności fizycznej, aby mógł z tej integracji korzystać. Prawdziwa integracja powinna polegać na szansach i ofertach, z których niepełnosprawny wybiera (samodzielnie lub z pomocą osób drugich) te najbardziej przydatne, aby w ten sposób uczynić chociaż drobny krok w kierunku intensywniejszego współuczestniczenia w formach życia dostępnych dla wszystkich innych osób.
W taki właśnie sposób rozumiem integrację. Staram się nie zapominać, że niezbędnym jej elementem jest zasada normalizacji, czyli zaplanowanie i podejmowanie takich działań, które przygotowują rehabilitowaną osobę do uczestniczenia w normalnym życiu. Nie abstrahując od ograniczeń wypływających z danej niepełnosprawności, podejmuję wszelkie wysiłki, aby niepełnosprawny nie został na zawsze wtłoczony w rolę osoby niepełnosprawnej - zarówno przez okoliczności życia, uniemożliwiające mu jakiekolwiek inne zachowanie, jak i poprzez negatywne nastawienie psychiczne, nacechowane brakiem postawy aktywnej i rezygnacją z walki o poprawę własnego stanu zdrowia i poziomu życia.
Trwała lub czasowa niepełnosprawność nie są stanami, wobec których możemy przyjąć jedynie bierną postawę. Sposób rozumienia działań zamykających się w terminie rehabilitacja społeczna i praktyczne przełożenie tego na codzienną pracę, w znacznym stopniu określają, czy osoba niepełnosprawna osiągnie należną jej i możliwą równość szans i czy zachowa pożądaną jakość życia.
Zbyt mało dynamiczny proces rehabilitacji społecznej przez kilka lub kilkanaście miesięcy - prowadzi w wielu przypadkach do kilkudziesięciu lat niepotrzebnych cierpień i problemów.
Jako społeczeństwo odpowiedzialne, bądźmy świadomi ciążącej na nas odpowiedzialności za tych, którym żyje się trudniej.
To są cele, które sobie założyłam i które, przy udziale współpracowników, staramy się, krok po kroku, osiągać.
Nie jestem w stanie wymieniać wszystkich, którzy służą nam na co dzień pomocą, wsparciem, radą i pracą. To są ludzie głęboko zaangażowani w to przedsięwzięcie i mają ogromną wiarę, że robimy coś ważnego.
Dlaczego żeglujemy? Żeglarstwu przypada szczególna rola: żeglarstwo stwarza możliwość rozwoju - jak żadna inna dyscyplina sportu – równocześnie poprzez naukę, pracę, sztukę, wspólnotę oraz poprzez sport. Nauka w
żeglarstwie polega na dostarczeniu żeglarzowi odpowiedniej wiedzy z zakresu nie tylko teorii i praktyki żeglowania, ale również z takich przedmiotów jak: nawigacja, locja, meteorologia, ratownictwo, łączność i sygnalizacja, fizyka, tradycje marynistyczne, etykieta żeglarska, a także śpiew żeglarskich szant i piosenek, nauka tańców marynistycznych i inne. Początkujący żeglarz uczy się najpierw nazewnictwa jachtu, podstaw bezpieczeństwa i poruszania się, obsługiwania żagli, steru, podstawowych węzłów żeglarskich i innych prac bosmańskich, teorii żeglowania i zasad pierwszeństwa drogi dla jachtów na wodzie itd.
Takie są nasze cele żeglarskie. Naszym zamiarem jest przybliżenie podstawowych zagadnień, by kiedyś niektórzy, dla których żeglarstwo stanie się życiową pasją, mogli nauczyć się wykorzystywania wszystkiego w praktyce podczas długiego żeglowania. Chciałabym choć część z Was zabierać w dłuższe rejsy morskie, byście mogli poznawać nowych ludzi, ich kulturę, obyczaje, odwiedzać nowe miejsca. Żeglarze mają więc silną motywację do zdyscyplinowania i działania w zespole. Żeglarstwo oznacza dostarczenie żeglarzowi wielu estetycznych doznań, jakie odczuwa podczas żeglowania. Świadomość odmiennego niż na lądzie otoczenia, odległość od domu, codziennych obowiązków, pracy, nauki - daje uczucie lekkości i odprężenia. Żeglarz żyje tym, co dzieje się na pokładzie jachtu, pomiędzy poszczególnymi członkami załogi, uczestniczy w rozmowach, dostosowuje się do otoczenia, podporządkowuje Komendom kapitana. Nastawiony jest na piękno otaczającej go natury i tym samym staje się wrażliwszy ich odbiór. Wspólnota natomiast oznacza uczestnictwo w zorganizowanych grupach, w których obowiązują pewne zasady i normy postępowania, konsekwentnie egzekwowane. Członek załogi nie przestrzegający ustalonych praw, jest dezaprobowany. Różne sytuacje więc skłaniają jednostkę do weryfikacji własnych zachowań i dokonania wyboru pomiędzy przynależnością a nie przynależnością do danej grupy. W żeglarstwie członek załogi musi poddać się poleceniom przełożonego, jego zachowania są kontrolowane przez współ załogantów i oceniane jednocześnie, a więc stara się on czynić wszystko tak, jak potrafi najlepiej - aby zdobyć zaufanie i sympatię kolegów. W innym wypadku, przebywając na przykład na dziesięciometrowym jachcie, z siedmioma członkami załogi, dwa tygodnie czasu bez przerwy - będzie czuł się wyobcowany, a pierwotny zamiar odczuwania przyjemności z żeglowania - zamieni się w koszmar.
Powtórzę za Mariuszem Zaruskim: "żeglarstwo to charakter".
Niech zawieje nam więc wiatr w żagle!!! Niech zanuci swą pieśń na wantach i poniesie nas tam, gdzie będzie cudownie. Odkrywajmy nowe szlaki, poznawajmy wspaniałych ludzi, przeżywajmy niesamowite i niezapomniane chwile!
Myślę, że razem, wspólnie, poza warsztatami, szkoleniami, edukacją i innymi celami, przede wszystkim wspólnie będziemy pływać. Teraz pływać, a może kiedyś latać na paralotniach albo skakać ze spadochronem. Niech wspólne żeglowanie, warsztaty, szkolenia, pomoc merytoryczna, prawna, informatyczna, informacyjna będą naszymi celami, niech celem będzie przede wszystkim zwykła pomoc i wsparcie, u której podstaw zawsze jest człowiek - dobro najwyższe.
Stopy wody pod kilem, pomyślnych wiatrów i szerokiej wody!
Zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę przeżyć przygodę pod żaglami!

Sylwia Magdalena Skuza
Fundator i Prezes Zarządu Fundacji "Keja"

<< powrót do strony głównej

Strona główna | O Fundacji | Dane Fundacji | Władze | Statut | Sprawozdania | 1% podatku | Turnusy | Szkolenia komputerowe | Galeria szkoleń i turnusów | ABC żeglowania | Konkursy | Media o nas | Galeria imprez | Kontakt | Dofinansowania | Ulgi | Programy pomocowe PFRON | Przydatne informacje | Zamówienia publiczne | Mapa witryny


Powrót do treści | Wróć do menu głównego